URWANE FILMY

Nie leczony alkoholizm jest choroba śmiertelną. Rozpoczyna się niewinnie, a moment przekraczania granicy normalnego picia jest najczęściej niedostrzegany. Sprzyjają temu, tolerujące nadmierne picie wzorce kulturowe oraz szerzące się w każdym środowisku mity na temat alkoholu. Ewidentna patologia uznawana jest za normę.

W dzisiejszym odcinku zajmiemy się kolejnym zjawiskiem, które w powszechnym rozumieniu często mieści się w sferze humoru i dowcipu. Kto z nas bowiem nie słyszał o „urwanych filmach"?

Przeważnie są to zabawne historyjki o osobach, które nie pamiętają jak wróciły do domu lub dowiadujących się na drugi dzień, że na bankiecie z okazji urodzin szefa „wywinęły taki numer".

We wspomnieniach alkoholowych libacji przejawiają się wątki nie pamiętania np. jakiejś części przyjęcia, zdarzeń, sytuacji, czy szczegółów. Rzadziej zdajemy sobie sprawę z tego, że w stanach alkoholowej niepamięci dochodzi też do tragedii, ludzie popełniają poważne przestępstwa, krzywdzą innych lub siebie samych, a po wytrzeźwieniu nie pamiętają niczego. Bywa i tak, ze „urwany film" staje się sposobem unikania odpowiedzialności.

Interpretacja tych zjawisk nie przysparza nam trudności i sprowadza się do przekonania, że delikwent wypił na tyle dużo, że nie pamięta i... to wszystko. Luki w pamięci po wypiciu alkoholu traktujemy jako normalna rzecz, podobnie jak chwiejny chód lub bełkocząca mowę. Tymczasem sprawa jest bardzo poważna i wcale nie taka prosta.

Posłużmy się w tym miejscu przykładem:

Przypadek zrządził, że na dyskotece spotkało się dwóch kolegów z lawy szkolnej. Po szampańskiej zabawie postanowili zakończyć sobotni, tak wyjątkowy, wieczór w domu Kolegi X. Tam, wraz z paroma innymi osobami, kontynuowali picie.

Kolega X wypił tego wieczoru wyjątkowo dużo, a że w ogóle nie jest „zwyczajny" w piciu, padł „bez życia" szybko jak mucha. Próbując się podnieść z fotela zatoczył się, zwalił na podłogę i już tam został.

Na ratunek ruszył Kolega Y, który był „wcięty", ale trzymał się wyjątkowo dobrze. Lubi wypić, a ponieważ na dyskotekę trafił późno, wiec tak na dobre zabawę zaczął w domu przyjaciela. To on był pomysłodawca zmiany lokalu. Na bezpiecznym gruncie pospiesznie nadrabiał zaległości i bawił towarzystwo jak mógł. W pewnym momencie przypomniał sobie starych przyjaciół i ku uciesze wszystkich wykonał kilkanaście bardzo śmiesznych telefonów do znajomych w Polsce.

Rano wspomnieniom i śmiechom nie było końca. Bo cóż się okazało? Obu kolegom „urwał się film".

Kolega X przyznał ze skrucha, że nic nie pamięta od momentu jak poszła w ruch druga półlitrówka, czyli godzinę przed tym jak ostatecznie „padł". Nic nie wie o tym, że krótko przedtem chciał iść z powrotem bawić się w lokalu, ani tego, że Kolega Y próbował wciągnąć go z podłogi na kanapę.

Prawdziwe chwile grozy przeżył jednak Kolega Y, dowiedziawszy się o kilkunastu rozmowach z Polską. Film urwał mu się zaraz po przyjściu do mieszkania przyjaciela.

I tak podobne wieczory staja się anegdotami powtarzanymi potem przez wiele miesięcy.

A co naprawdę wydarzyło się naszym bohaterom?

Jak już podkreślaliśmy w poprzednich odcinkach, alkohol jest trucizna. Po wypiciu w organizmie następują skomplikowane reakcje chemiczne, w wyniku których alkohol ulega przemianom na wysoce toksyczne związki chemiczne. Substancje te wchłaniane z żołądka, rozprowadzane są przez wodę, która jest głównym składnikiem krwi. W ten sposób na ich działanie narażona jest większość tkanek i komórek. Organem, który najprędzej reaguje na truciznę jest mózg. Tkanka mózgowa jest szczególnie delikatna. Dlatego pierwszymi objawami spożycia alkoholu są zaburzenia wynikające z zatrucia tego organu. Ale delikatność mózgu oznacza także to, że najłatwiej ulega on uszkodzeniu.

Tkanka mózgowa nie ma zdolności regeneracji. Obumarłe komórki nigdy się nie odradzają. Każde picie alkoholu zabija bezpowrotnie znaczne ilości komórek mózgowych. Uszkodzeniu ulęgają znajdujące się w mózgu, ośrodki kierowania naszymi podstawowymi funkcjami życiowymi. Jednym z głównych jest ośrodek pamięci. Systematyczne picie alkoholu niszczy komórki tego ośrodka i są to zmiany nieodwracalne, niemożliwe do wyleczenia. Procesy zabijania komórek mózgowych trwają latami. Zaprzestanie picia może powstrzymać ten proces, ale nie odwrócić.

Ale wróćmy do naszego przykładu.

Co się stało z Kolega X? Pije on rzadko i w niewielkich ilościach. W opisany wieczór wypił jednak bardzo dużo. Przedawkował alkohol w stopniu przekraczającym jego tolerancje i uległ poważnemu zatruciu. Stan, w którym się znalazł naukowcy określają jako „półśpiączkę alkoholowa". Częścią tego stanu jest niepamięć, czyli „amnezja". Toksyczne składniki alkoholu zatruły mózg na tyle, że zahamowały, sparaliżowały jego funkcjonowanie. Wskutek tego nie mógł chodzić, poruszać się, mówić, rozumieć, był nieświadomy, przestała funkcjonować pamięć. Gdyby wypił więcej, mógłby umrzeć. Należy także zwrócić uwagę na to, ze stan niepamięci objął szczytowy moment upojenia alkoholowego.

Kolega Y pije natomiast od dawna, często i dużo. Szczyci się „mocna głowa". W jego przypadku okres niepamięci objął już początek picia. Nie wszedł on w stan „półśpiączki alkoholowej". Był „dobrze wcięty" ale funkcjonował – rozmawiał, chodził, dzwonił, zabawiał towarzystwo, wciągał kolegę na tapczan – z tym tylko, ze po wytrzeźwieniu niczego nie pamiętał.

Taki stan naukowcy nazywają „amnezja alkoholowa". Pojawia się on na tle ukształtowanego już zespołu uzależnienia fizycznego od alkoholu i świadczy o trwałym uszkodzeniu mózgu.

Naukowcy twierdza, że jeżeli osoba chociaż r a z w życiu doświadczyła „amnezji alkoholowej", może być pewna, iż cierpi na chorobę alkoholowa.

„Amnezja alkoholowa" rozwija się powoli, latami. Początkowo występuje rzadko i polega na niezdolności do odtwarzania poszczególnych fragmentów, epizodów, czy szczegółów tego, co działo się w czasie picia. Na tym etapie można sobie nie zdawać sprawy z faktu, ze występują jakiekolwiek amnezje. Alkoholik nie wie, czego nie pamięta, a środowisko może nie zauważyć luk, gdy niepamięć obejmuje drobne jeszcze szczegóły. W miarę postępu choroby alkoholowej amnezje staja się systematyczne i obejmują coraz szersze obszary zdarzeń.

Charakterystyczne jest także to, że wraz z nasilaniem się choroby, coraz mniejsza dawka alkoholu wywołuje coraz cięższe stany niepamięci. W końcu dochodzi to tego, ze alkoholik po wypiciu jednego piwa nie pamięta tego, co działo się dwie minuty przedtem.

Dlatego tez w chorobie alkoholowej ograniczenie picia, czy przejście na słabsze trunki niczego nie zmienia. Tylko podjecie natychmiastowego leczenia i zupełne zaprzestanie picia może być skuteczne. „Urwany film" zawsze jest zwiastunem niebezpieczeństwa niepotrzebnie przerwanego życia.

Z „urwanymi filmami" związany jest także inny objaw, a mianowicie „konfabulacje". Konfabulacje polegają na nieświadomym wypełnianiu luk pamięciowych nieprawdziwymi wypowiedziami. Nie jest to celowe kłamstwo, a automatyczna reakcja psychiki w zaawansowanych już stanach choroby alkoholowej. Otoczenie najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy, posądzając alkoholika o bezczelne kłamstwa, gdy tymczasem nie ma on świadomości, ze to co pojawia się w jego umyśle jako zdarzenie prawdziwe, jest urojeniem wypełniającym lukę pamięciowa. Luki pamięciowe i wypełniające je konfabulacje staja się źródłem podejrzliwości alkoholika. Nie pamiętając określonych zdarzeń, traktując konfabulacje jako prawdę zaczyna on podejrzewać otoczenie o „zmowę". Dochodzi bowiem do coraz bardziej otwartych konfrontacji, w których rodzina i znajomi próbują „wmawiać" mu cos, czego nie zrobił, lub nie powiedział. Pamięta przecież jak było, nie jest głupi, chcą zrobić z niego durnia... Wierzy w to. Nie wie tylko, ze to co „pamięta" jest konfabulacja, a niepamięcią zdarzeń.

Otoczenie natomiast nabiera pewności, że alkoholik jest prymitywnym kłamca, bo nie dość, że nie przyznaje się do czynów jakie popełnił, to jeszcze „wmawia" wszystkim historie, które nie miały miejsca, uważając pewnie wszystkich za głupich... I tak narastają konflikty, wzajemna wrogość i odrzucenie. Niepotrzebnie. Wszystko to jest objawami choroby alkoholowej. Udowadnianie i przepychanie się nie ma żadnego sensu. Gra w racje, w przekonywanie jak rzeczywiście było, niczego nie zmieni. Jedyny sens maja namowy do leczenia się, nakłanianie do szukania specjalistycznej pomocy.

 -----------------------------

© Elżbieta Kołakowska

Jeśli masz jakiekolwiek uwagi, pytania, wątpliwości, potrzebujesz wyjaśnień związanych konkretnie z Tobą i Twoją sytuacją lub po prostu chcesz porozmawiać zadzwoń:

(0) 603 463 703

lub napisz:

psycholog.tpb@gmail.com;

psychoterapeuta@gmail.com

 

 

Spis artykułów

Następny artykuł

Strona główna